Rzeczpospolita pszczelarska …

Pszczelarz podczas pracy w pasiece. Na zdjęciu widoczne ule typu warszawskiego, fot. Abram Zylberberg, [kolekcja szklanych negatywów z kamienicy Rynek 4

Miodosytnie, pijalnie miodu i laboratoria badające wosk – w wolnej Rzeczypospolitej lubelscy pszczelarze byli potentatami w produkcji miodu. Ich fenomenalne przedsięwzięcie nazywano Rzeczpospolitą Pszczelarską.

Marcin Bielesz

[Szkolenie pszczelarzy zorganizowane przez Okręgowe Towarzystwo Pszczelnicze w siedzibie towarzystwa przy ulicy Lipowej 5 w Lublinie, 1931, fot. nieznany, zbiory Bożenny Jasińskiej]

 

100 lat temu w granicach Lublina i tuż pod miastem było sporo pasiek. Jedno z takich miejsc, w drodze do szkoły powszechnej na Wrotkowie, mijał codziennie na początku XX wieku kilkunastoletni wtedy Stanisław Jasiński. Chłopca fascynowało to pszczele gospodarstwo i w niepodległej Polsce, jako dorosły mężczyzna, rozwinął swoje zainteresowania.

ABSOLUTNY POTENTAT

Pasja Jasińskiego przyczyniła się do szybkiego rozwoju Okręgowego Towarzystwa Pszczelniczego w Lublinie, które założyło Spółdzielnię Ogrodniczo-Pszczelarską. Wielki kryzys przełomu lat 20. i 30. był ogromnym ciosem dla aktywności obu tych organizacji, ale też impulsem do stworzenia nowej, działającej jak sprawne przedsiębiorstwo. W 1932 roku Jasiński założył Spółdzielnię Związek Pszczelarski w Lublinie, która szybko stała się absolutnym potentatem na rynku pszczelarstwa w Polsce. To było imponujące przedsięwzięcie, zaplanowane z rozmachem, z jakim dziś sprawni menedżerowie kierują korporacjami. Pomyślane od A do Z. Potrzebowało nie tylko samego miodu z pasiek (ten dostarczali pszczelarze z Lubelszczyzny), ale też swoich sklepów, zakładów przetwarzających miód, a nawet szkoły i laboratorium. Dzięki uczciwemu systemowi podziału zysków ze sprzedaży miodu, z których 2/3 trafiało do producentów, a 1/3 do spółdzielni, szybko pojawiły się pieniądze na dalszy rozwój. Taki podział nazwano „normą Jasińskiego”. Producenci byli z niego zadowoleni, a spółdzielnia mogła pozwolić sobie na inwestycje. Powstało więc Technikum Pszczelarskie w podlubelskiej Żabiej Woli (dziś to Pszczela Wola). W Zemborzycach założono pasiekę doświadczalną, gdzie pracowano również nad parkiem roślin miododajnych. Przy ul. Radziwiłłowskiej w Lublinie powstało laboratorium doświadczalne miodu i wosku. Spółdzielnia dostarczała miód do gorzelni w Osmolicach oraz do fabryki wafli, cukierków i pierników na Rurach Jezuickich w Lublinie. Wreszcie rozwinęła swoją sieć sklepów. Miała po dwa sklepy w Lublinie i Warszawie oraz po jednym w Krakowie i Łodzi. W efekcie przed II wojną światową spółdzielnia miała 11,5 tys. udziałowców i działała na obszarze 2/3 terytorium ówczesnej Polski. Prawdziwe imperium miodowe, Rzeczpospolita Pszczelarska.

Po wrześniu 1939 roku niemieccy okupanci wprowadzili do spółdzielni swojego komisarza, a pasieki chcieli obłożyć, jak całe rolnictwo, bandyckimi kontrybucjami. Dzięki sprytowi Jasińskiego, który w ryzykowny sposób uprzedził pszczelarzy o niemieckich kontrolach, udało się przekonać Niemców, że w pasiekach Lubelszczyzny prawie nie ma miodu. Niemieckie władze znacznie więc obniżyły poziom kontyngentu. Dobrze prosperująca spółdzielnia, z bardzo zasobną kasą, była dla Niemców łakomym kąskiem. Postanowili więc zarekwirować jej pieniądze, o czym zresztą otwarcie mówili niemieccy zarządcy spółdzielni w czasie spotkania z Jasińskim sądząc, że nie zna niemieckiego. By pieniądze nie przepadły w Banku Rzeszy, spółdzielnia w 1941 roku zainwestowała fundusze w kamienicę przy ul. Hipotecznej 3, przeznaczając ją na siedzibę Związku Pszczelarzy. Dla Niemców to był już jawny sabotaż. Pewnego ranka w rodzinnym domu Jasińskich na lubelskiej Poczekajce pojawiło się gestapo i aresztowało Stanisława Jasińskiego. Został zabrany do więzienia „Pod Zegarem”, katowni o bardzo ponurej sławie. Jego żona Wanda prawdopodobnie uratowała mu życie wykupując go z więzienia za biżuterię. Całą Spółdzielnię Związek Pszczelarski przejęli Niemcy i dodali do nazwy słowo „Apis”.

WRÓG NOWEJ WŁADZY

W lipcu 1944 roku, gdy Niemcy wycofali się z Lublina i Lubelszczyzny, dawni członkowie spółdzielni wykorzystali względną swobodę działalności gospodarczej, jaką dawały nowe, zdominowane przez komunistów władze. Jasiński, ciesząc się szacunkiem całego środowiska pszczelarskiego, ponownie stanął na czele spółdzielni i mimo bardzo trudnych warunków wskrzesił ograbione przez Niemców przedsiębiorstwo. Znów działało technikum i gorzelnia, a miód znowu trafiał do fabryki wafli, cukierków i pierników. Otworzono na nowo sklepy spółdzielni i powróciła nazwa Rzeczpospolita Pszczelarska. Nie na długo. Gdy władza komunistów okrzepła i z pomocą sfałszowanych wyborów w 1947 roku i terroru Urzędu Bezpieczeństwa pozbyła się resztek opozycji, zabrała się za wszystkich, którzy mogli zagrażać totalitarnemu modelowi komunistycznego państwa. Spółdzielnia Związek Pszczelarski znalazła się wśród wrogów nowej władzy, bo funkcjonowała na zasadach uczciwego podziału zysków, w gospodarce rynkowej i kolegialnego podejmowania decyzji. W państwie, w którym wszystkie decyzje miały zapadać centralnie na sowiecką modłę taki twór był ciałem obcym, a jego działacze – wrogami. W 1949 roku do Lublina przyszła z Warszawy decyzja o rozwiązaniu spółdzielni, Jasińskiego natychmiast odwołano z wszystkich funkcji, a majątek Związku Pszczelarskiego spakowano, wywieziono i rozkradziono. Wkrótce siedmiu członków zarządu spółdzielni, w tym Jasiński, zostało w oparciu o fałszywe oskarżenia skazanych na więzienie za sabotaż. Znamienne były słowa triumfujących funkcjonariuszy UB na ostatnim posiedzeniu władz Związku Pszczelarskiego: „No, w końcu koniec tej Rzeczypospolitej Pszczelarskiej. Koniec!”. Stanisław Jasiński odsiedział trzy lata na lubelskim Zamku. Wyszedł w 1952 roku. Do końca życia zajmował się pszczelarstwem, prowadził zajęcia edukacyjne i zielone szkoły dla dzieci. Zmarł w 1984 roku, kilka miesięcy po tym, gdy rolnicy wytruli nawozami całą populację pszczół jego pasieki. Wspaniałe tradycje pszczelarskie Lubelszczyzny są nadal żywe. Świetnie sobie radzi Spółdzielnia Pszczelarska „Apis”, nawiązująca do tradycji przedwojennych. W każdą sobotę warto pójść na któreś z licznych lubelskich targowisk, gdzie bez trudu można kupić od drobnych wytwórców słoiki z różnymi miodami: lipowym, spadziowym, czy gryczanym.

Dodaj komentarz

Sklep oparty na zasadzie handlu produktami pszczelimi sprzedaż bezpośrednia. Więcej informacji udzielamy pod adres mail sajnog.marcin@dolnoslaskie-miody.pl Zamknij